niedziela, 13 kwietnia 2014

Czy istnieją z gruntu złe dzieci? Historia z Polski, z XXI wieku a jak z koszmaru

Dzisiaj nieco egzystencjalne. Choć to chyba nie jest najlepsze określenie i artykułów i pytań jakie idą za ich lekturą. 
Czy istnieją złe z gruntu dzieci? Według mnie nie - to my, dorośli budujemy je i ich światy. Zaburzenia wynikające ze zmian patologicznych mózgu czy układów hormonalnych (bo to te z ważne) to nikły procent. Dlaczego więc "bohaterki" reportażu wrodzonym złem dzieci tłumaczyły znęcanie się nad nimi? Czy nie powinno być tak, że dziecko już raz skrzywdzone przez niewydolna rodzinę powinno być otoczone szczególną troską i miłością?


I kolejne ważne pytania - dlaczego wyłączmy nasza czujność, gdy w grę wchodzą osoby pełniące funkcję obdarzane społecznym zaufaniem? Już patrzy,y na ręce lekarzom, policjantom - a kiedy zaczniemy uważnie przyglądać się działaniom ludzi kościoła? Jak to możliwe że w XXI wieku dzieci w zakonnym ośrodku były katowane? Dlaczego tylko jedna nauczycielka odważyła się zareagować? Dlaczego lekarze opatrujące kolejne pokaleczone główki nie reagowali? Chyba cała wielka grupa oblała test z człowieczeństwa...Pomijam już zwierzchników kościelnych. 
W reportażu "Czy Bóg wybaczy siostrze Bernadetcie?" Justyny Kopińskiej, publikowanym w Dużym Formacie jest zawarty wstrząsający opis tego, czym może być sierociniec z "piekła rodem" choć pod kościelną przykrywką. I publikacja jaka pojawiła się dzień później w GW - jak zwykle "dzień po", reakcja instytucji nadzorujących takie przytułki spóźniona o co najmniej parę lat....

W dużym skrócie: 
- dwóch  mężczyzn zabiło małego chłopca
- śledczy szybko ich zatrzymali - okazali się być wychowankami domu dziecka prowadzonego przez siostry boromeuszki 
- i tutaj zaczyna się opis piekła, jakie "wielcy w wierze" zgotowali maluchom kierowanym pod ich skrzydła
- normą było bicie, głodzenie, straszenie
- starsi wychowankowie gwałcili młodszych, zakonnice nie reagowały 
- dzieci oczywiście chodziły do szkoły, ale otoczenie (dziwnym trafem) nie było świadome krzywdy dzieci, a siniaki były oczywiście wynikiem przypadków. Lekarze nie zgłaszali wyników obdukcji, nauczycielki mówiły, że są katoliczkami i nei będą donosić na siostry zakonne (sic!)
- a siostry - cóż - siostry powiedziały, że to dzieci trudne i same są sobie winne. Trzeba było je bić (wręcz katować), głodzić, aby wyrobić w nich posłuszeństwo !!!
- MEN dopiero po aferze medialnej obiecał pochylić się nad problemem (bo takie placówki są pod kontrolą MEN, nie są traktowane jak domy dziecka) - a w Polsce mamy 36 podobnych ośrodków podlegających pod związki wyznaniowe










Brak komentarzy:

Prześlij komentarz