wtorek, 22 października 2013

Biegunka i wymioty u dziecka

Za nami fatalny etap - jelitówki. Wymioty i biegunka u małego dziecka są hardkorem. Reżyser „Egzorcysty” musiał mieć malucha z rotawirusem, bo sceny z rzyganiem na odległość były jota w jotę zbieżne z tym, co mogłam zaobserwować u Witka. Oczywiście poleciały nam kilogramy, bo jedzenie było męką, picie zresztą też. Tyłek – po raz pierwszy widziałam takie odparzenia – siostra mnie pocieszała, że u chłopców przynajmniej szybko się goją, u dziewczynek jest o wiele trudniej wyleczyć skórkę. 

Witek też został rozpieszczony jak dziadowski bicz podczas tego okresu – ponieważ pierwsze przykazanie brzmi – dużo czułości dla chorego bobasa (i też jest to bardzo ważny lek). Także spanie z rodzicami jest już normą (bałam się, że nie dobiegnę do małego w momencie wymiotów i że się zadławi, poddusi), nawet chwilowe odłożenie do łóżeczka jest oprotestowywane. Pierś może być non-stop w buzi, a jak nie pierś to smok. I ciągle nosić, nosić, nosić a jak nie nosić, to być blisko i pokazywać jak się cieszymy z każdego kroczku/ przysiadu/ wyciągnięcia klocka/ otwarcia drzwiczek od szafy/ itd./ itp  

Poniżej parę obserwacji, które pomogły nam przetrwać ten trudny okres: