niedziela, 4 sierpnia 2013

Kolejne zakatowane dziecko - jak to możliwe?

Kolejne wieści o "rodzicach", czy raczej pseudo - rodzicach i ich biednym, zakatowanym dziecku... Niedawno pisałam o sprawie z lat 80, o bestialstwie wobec małego chłopca. Podobnie jak wiele osób byłam wstrząśnięta, ten reportaż poruszył mną do głębi i długo musiałam sobie powtarzać, że teraz mamy nieco lepsza sytuację, bo nadzór jest lepszy i ludzie wyczuleni na nieszczęście maluszków...  A tutaj bum - sprawa z Wielkiej Brytanii. 


Jedna z bajek Krasickiego kończyła się stwierdzeniem"wśród serdecznych przyjaciół psy zająca zjadły". Tutaj maluch był katowany w otoczeniu osób, które miały mieć kwalifikacje do opieki nad dzieckiem, w kraju o którym sądziłam, że pewne standardy zachowań wobec najmłodszych "wysysa" się z mlekiem w popołudniowej herbacie. Chodził do przedszkola, chodził do lekarza.... I nic, nikomu nie zaświeciła się lampka... A najbardziej rozbroiło mnie stwierdzenie , że na rozprawie był rodzony ojciec chłopca, który nic nie wiedział o jego ciężkim losie... To gdzie do cholery był? Przecież maluch był głodzony nie tydzień, czy miesiąc, tylko przez naprawdę dłuższy okres.... Może to czas aby rozpocząć dyskusję o roli ojców - w rodzinach pełnych i tych niepełnych. Przecież zawsze jest dwóch architektów, i rozstanie nie zwalnia nikogo z odpowiedzialności czuwania nad dobrostanem życia, które się powołało na ten świat (niezależnie czy celowo, czy przez przypadek). A przede wszystkim chyba należy pomyśleć o zaostrzeniu kar dla osób maltretujących dzieci - fizycznie czy psychicznie. I o publicznej informacji o takich osobach, która nie podlegałaby usunięciu czy zatarciu.  

Informacje o tej sprawie przetoczyły się przedwczoraj przez media - ale jakby ktoś mimo wszystko przegapił - w GW można znaleźć artykuł o tytule "Nikt nie pomógł Danielowi". 




2 komentarze:

  1. Nie będę komentował. Bo musiałbym użyć dużo niecenzuralnych słów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie tylko takie przychodzą do głowy...

      Usuń