środa, 29 maja 2013

Sny w ciąży 3

Znalazłam chwilę czasu na przepisanie z luźnych karteluszek jeszcze jednego snu z okresu ciąży. Zastanawiam się co oglądałam przed snem - "Wojnę Światów"? "Atak zombie"? Zdecydowanie musiałam naoglądac się jakiejś fantastyki, albo horrorów, bo sen był właśnie w takim futurystycznym, katastroficznym klimacie... 




Sen – mój tytuł to "koszmar ojca"

Jesteśmy stłoczeni w ciasnym mieszkaniu – garstka jeszcze ludzi. Zbliża się wieczór i każdy drży przed niewypowiedzianym zagrożeniem – plaga spadła na miasto, szerzy się choroba zmieniająca ludzi w potwory. Wystarczy zadrapanie, a w nocy te poczwary mają zwyczaj walczyć między sobą i z nami – jeszcze zdrowymi. Łatwo wtedy o ugryzienie. Antidotum nie ma.
Jesteśmy stłoczeni w tym niezbyt dużym mieszkaniu, na piętrze jakiegoś bloku.  Paru dorosłych, w tym ja (jestem mężczyzną), parę dzieci, w tym niemowlak na rękach ojca. Nie udaje nam się schronienie – od strony drzwi dochodzi hałas i nie wiadomo jak mieszkanie nagle jest pełne zarażonych. Czuję ugryzienie i czuję się dziwnie, uciekam z mieszkania.
Skaczę po dachach, chcę się zabić, rzucam się z wysokości, ale zawsze ląduję miękko. W końcu rozbijając szklany dach  wpadam do jakiegoś biura i tam zmęczony zasypiam. Rano budzi mnie gwar – wychodzę.
Za dnia zakażeni nie są niebezpieczni. Właściwie, to funkcjonują jak gdyby nigdy nic – praca, zakupy, rozmowy - tylko od razu widać, kto został ukąszony. W oczy rzucają się różne deformacje – zniekształcone twarze, nieproporcjonalne członki, narośla i zmęczenie powiększające się z każdą nocą, podczas której zamiast spać, szukają w dzikim amoku choć kropelki krwi. Zmutowane matki tulą swoje zmutowane dzieci, a oczy mają smutne i złe. Ja też jestem zmieniony.
Nagle ktoś łapie mnie za rękę – to sąsiad, współbrat z mieszkania, zdrowy, z niemowlęciem na ręku. Udało mu się uniknąć ran i umknąć zachowując zdrowie. Prosi o pomoc. Ponieważ jestem związany z wojskiem, mogę go doprowadzić do strefy odlotu dla zdrowych, to jest bezpieczne miejsce.  Zaczynamy marsz ku zonie dla zdrowych, im bliżej lotniska, tym więcej wojskowych kontroli. Przy każdej bramie musze podkreślać, ze tylko jestem przewodnikiem, że eskortuję zdrowych, dostajemy „ochronę”, która ma mnie zabić jeżeli nie będę chciał wrócić do miasta. I na jednej z ostatnich bramek nagle obsunął się becik, którym było opatulone śpiące dziecko i z niego wypadła łapka – łapa…
Dziecko było mutantem. Ugryzła je zarażona matka, a biedny ojciec chronił swojego biednego malucha, co noc upuszczając kilka kropel swojej krwi, aby zaspokoić jego żarłoczny apetyt….

1 komentarz:

  1. Odnośnie snów w ciąży to w ogóle dziwna sprawa :) niby wytłumaczenie takie znaleźć można - klik

    OdpowiedzUsuń