niedziela, 5 maja 2013

Pierwszy wyjazd na parę dni - klasyczna majówka :-)



Pierwszy wyjazd parodniowy – dalej niż 30 km od domku…
Pakowanie mocno ograniczyliśmy, rezygnując z pewnych elementów (to znaczy mi się one wydawały niezbędne – na przykład krzesełko do karmienia), ale Wojtek stwierdził, że przeżyjemy trzy dni bez nich. Dzięki jego krytycznemu spojrzeniu udało się zamknąć drzwi bagażnika – poniżej fotki. Zabrakło mi krzesełka do karmienia - Mały patrzył na nas i chciał tez jeść, ale nie chciał siedzieć w foteliku samochodowym (tym najmniejszym, nosidełku), na kolanach było mu zbyt niewygodnie. Niepotrzebnie (jeszcze) wzięliśmy kojec - Witek ostatecznie spał w gondoli, więc funkcja łóżeczka jeszcze nie została wykorzystana - a bawił się na podłodze od kojca. Pozostawiony w rozstawionym kojcu mocno protestował, bo widział tylko siatkę - mam nadzieję, że jak już zacznie siedzieć, to włączy mu się większa samodzielność i będzie potrafił się bawić sam przez dłuższą chwilę...


Oczywiście to fotkach to nie wszystko - jeszcze dwie torby i para moich butów musiały się upchnąć z przodu auta :)
Jak to możliwe, że kiedyś całe rodziny czteroosobowe upychały się do maluchów?





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz