poniedziałek, 1 kwietnia 2013

Sny w ciąży


W ciąży miałam fantastyczne sny. Przypomniałam sobie o nich podczas porządkowania papierów ciążowych - miedzy badaniami miałam wsunięte luźno fiszki z zapisami szczególnie śmiesznych snów. Hormony na mnie podziałały fantastycznie - pierwszy trymestr to było niekończące się pasmo sennych cudowności. Nie wszystkie pamiętałam, nie zawsze też miałam czas aby je zapisać - ale parę mi się udało "uchwycić".
 Poniżej jedne ze snów - o tyle dziwny, że wszystko w nim było "reżyserowane" - byłam tam jakby postronnym obserwatorem, który później streszczał co się działo - niesamowite wrażenie, jak w filmach "noir", albo jak w prozie latynoamerykańskiej...(chyba przedawkowałam Cortazara ;)). A najbardziej mnie chyba ucieszyła senna puenta ;)


Duży problem

Ciemnowłosa wpadła do baru, wylewnie przywitała się ze stałymi bywalcami i po wzięciu dietetycznej sałatki z napojem lajt zaczęła opowiadać głośno, zacinając się od czasu do czasu:

- Znacie Antosia – czasem opowiadałam o jego „osiągnięciach”. No więc ostatnio Antoś wrócił z pracy wkurzony. Nie mógł znaleźć dla siebie miejsca, ktoś w pracy go wkurzył, dodatkowo okazało się, że nie szanują go tak, jak sam to sobie wyobrażał. Jednym słowem to był dzień, który miał smak popiołu, wszystko było szare i brudne, nawet własne odbicie w lustrze porażało własna brzydotą – każdy z nas zna podobne uczucie, coś fatalnego. Ważne jest jeszcze to, że Antoś ma zonę – małą, niepozorną, zupełnie niczym się nie wyróżniająca – która lubił bijać od czasu do czasu. Nikt nie reagował w obronie tej biednej kobiety – ani sąsiedzi, ani jej rodzina, sama chyba tez zresztą nie podejmowała żadnych ruchów aby obronić się przed tym sadystą. 
No więc Antoś zgodnie ze swym zwyczajem złapał pasek i zaczął okładać tę biedną kobiecinę, swoją żonę. Ta jak zwykle zakryła twarz rękoma, jej biedne, chude ramionka zaczęły się trząść a spomiędzy palców wydobywały się przytłumione jęki i wzdychania. Antoś bił zapalczywie, ale mało mu było upokorzenia, nie czuł jeszcze władzy tak, jak lubił poczuć, więc szarpnął biedule parę razy za włosy, uszczypnął, popchnął na stół. Chciał napawać się zwycięstwem i patrzeć na ból i przerażenie rysujące się na jej twarzy. Chciał poczuć się jak król, jak tygrys, gdzie tam – jak lew, władca sawanny. Zaczął odginać jej palce, wykręcać, próbował oderwać jej suche dłonie od twarzy, ale przycisnęła je tak kurczowo, że z trudem mu się to udało….
...a jak się udało patrzył osłupiały. Jego żona się śmiała. Dlatego dygotały jej ramionka, a stłumione jęki były stłumionym śmiechem. Ona się cieszyła. Ten sadysta miał za żonę czystą, idealną masochistkę. Jego życie okazało się jeszcze bardziej przegrane…  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz