piątek, 26 kwietnia 2013

Pierwsza kupka po pierwszej zupce (i kaszce).... :/


No i nadeszła to piękna chwila - po przyswojeniu jakiś 10 ml kaszki i 15 ml zupki (reszta znalazła się wszędzie - Wituś ślicznie otwiera buźkę, chce współpracować - tak bardzo, że łapie za łyżeczkę próbując ją sobie wsadzić do buzi i popycha zupkę łapką - a później łapkę wyciera o głowę, fotelik do karmienia, mamusię. Później wydaje z siebie dźwięk zadowolenia - coś jakby "mmmmmmaaap" a to co było w buzi malowniczo pryska na każda stronę) - trzeba zrobić kupę. 
A jeszcze zanim o kupie - pierwsze karmienia łyżeczkowe zajmują strasznie dużo czasu - osoby, które jeszcze nie trenowały niech nastawią się na 30 minut lub więcej, nawet przy malutkich porcjach. I przygotują ściereczki, robocze ubrania i aparat foto do uwiecznienia  tych chwil :)



No i przechodzę do meritum. Niby jestem taka oczytana, obłożona książkami o noworodkach i niemowlętach - ale jak przychodzi co do czego, to się niepokoję - obdzwaniam znajomych praktyków, moją siostrę, mamę i znajomych lekarzy i położne. Teraz miałam (a właściwie mieliśmy) ciężki zgryz z kupą, bo Młody robił ją regularnie, a po pierwszych porcjach kaszki nagle się zablokował. Pierwszy dzień mnie nie martwił, przy drugim zaczęłam lekko się denerwować, przy trzecim prosiłam synka o prezent dla mamy i śpiewałam mu piosenkę "czy kupa już się zbliża, czy puka do mych drzwi" (nawiasem mówiąc bardzo się cieszył z tego śpiewania, śmiał się do rozpuku jak zaczynałam ją intonować - na melodię  PIERSI - "Ksiądz proboszcz już się zbliża").
Kupa pojawiał się dopiero czwartego dnia - byliśmy już po spotkaniu z pediatrą, który nas uspokoił. Brzuszek Witka nie był napięty, nie miał objawów zaparcia (czyli prób robienia kupy z naprężaniem się), przy dotykaniu brzuszka nie reagował bólowo, nie płakał - ogólnie zachowywał się normalnie, był jak zwykle pogodny i ruchliwy.
Pediatra powiedział, że przy rozszerzaniu diety tak ogólnie trzeba nastawić się na rozchwianie metabolizmu (dzieci, które dostawały mleko modyfikowane mogą łagodniej to przechodzić) - a martwić się wtedy, gdy widzimy, że dziecko jest nieswoje, boli go brzuszek lub ma biegunkę (bo to oznaka m.in. nietolerancji glutenu). A kupy przy rozszerzaniu dity tez mają być ciekawe - to znaczy będą miały kolor tego, co dziecko zje. czyli jak top będzie brokuł - to dominować będzie zieleń. I jeżeli czegoś nie zmielimy dobrze, top ten niezmielony kawałek tez wyjdzie - prawdopodobnie w takim samym kształcie. I kupy będą miały konsystencję plasteliny...
I potwierdzam jego słowa - po czterech dniach dostałam kupę w kolorze zupki. Czyli pomarańczową. A konsystencja.... Cóż, plastelina to dobre określenie, w życiu nie widziałam czegoś takiego. Kupy teraz są lepkie, dokładnie oklejają pośladki (roztopiona plastelina, która przyczepia się do skóry), są lekko lepkie - i trudniej je usunąć niż zwykłe, mleczne. Radzę przygotować wodę, waciki, a później jeszcze chusteczki nawilżane - to wszystko w ilości większej niż zwykle. No i zapach - jest taki "dorosły"...



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz