wtorek, 23 kwietnia 2013

Pierwsza kaszka glutenowa, pierwsza zupka - przepis, proporcje


W poniedziałek nadszedł dzień zlecony przez poradnię metaboliczną w którym mieliśmy wprowadzić nowości. Pierwszą zupkę. Nadszedł i zaczęłam się zastanawiać - jakie proporcje, jak ugotować ten nowy przysmak? Jaką kaszkę - bobovita się reklamuje dosyć intensywnie... I co z zupką? Jak bardzo ma być wodnista? I czy podawać codziennie i zupkę i kaszkę? Czy co jakiś czas?



W końcu - ponieważ poniedziałek był jednocześnie dniem szczepienia - skonsultowałam się z naszym pediatrą. I:

  • kaszkę robimy na wodzie - łyżeczka na 100 ml (czyli 2-3 gramy na 100 ml). Ja od razu zaczęłam robić zwykłą kaszkę mannę - kosztowo wychodzi o niebo lepiej niż jakakolwiek dedykowana smakowa, a jak będę chciała ubarwić menu Wituśka to mogę dodać starte jabłuszko lub gruszkę lub banana (najpierw ma spróbować sam owoc - starty, rozgnieciony, a jak będzie ok to można łączyć z kaszką). I teraz jak to wygląda - kaszkę mannę gotuje się od 5 do 10 minut. Po takim czasie ze 100 ml wody i łyżeczki kaszki powstaje zawiesina około 20 ml kaszki. Jest lekko wodnista, ale nie trzeba jej odcedzać. Ja podaję ją łyżeczką - Witek przedkłada łyżkę ponad wszelkie smoki, a później podaję pierś. Wiem, że niektóre mamy dodają taka kaszkę do swojego mleka wcześniej ściągniętego lub do modyfikowanego. To jest dowolność - jak komu wygodniej. I zalecenie od pediatry - taka ilość ma uodparniać na ten antygen - gluten jest trudny do trawienia. Nie trzeba podawać glutenu codziennie - można raz na dwa, trzy dni. I na początku nie powinno robić się z tego dania - na początku to mają być "homeopatyczne"ilości. Jeżeli tylko pojawi się biegunka lub bóle brzuszka,czy inne problemy dotąd nienotowane - przestajemy podawać (nietolerancja glutenu przejawiać się może między innymi biegunką).
  • pierwsza zupka - marchewka z ziemniakiem (zestaw zapobiegający zaparciom - co już mogę potwierdzić). Ja wzięłam po 100 g ziemniaka i marchewki - czyli jeden większy ziemniak i dwie średnie marcheweczki. Zalałam wodą przykrywając pokrojone w kostkę warzywa i gotowałam, aż zrobiły się miękkie. W trakcie dolewałam wody, aby warzywka były cały czas przykryte wodą. Dokładnie zmiksowałam i powstał rodzaj musu - nie jest to wodniste, zostaje na łyżeczce, ale tez nie jest to "ciało stale" w którym łyżka stoi dęba. Tutaj konsystencja jest dowolna - ważne jest aby nie było żadnych przypraw!!! - a dla mnie najwygodniejszą konsystencja jest właśnie taki mus, który zostaje na łyżeczce i nie wypływ od razu z buzi. W jednym z wcześniejszych postów wrzuciłam skan zaleceń z poradni dotyczących wprowadzania zupki i do nich się stosujemy - więc pierwszy dzień to była łyżka stołowa zupki i powoli zwiększamy jej ilość...

Bon apetite :)

2 komentarze:

  1. ooo miło mi (ślimaczek i rozważenie kupna :) )
    Powiem tak - ja wszystkie materiały piorę przed uszyciem zabawki (sama spodziewam się malucha więc dmucham na zimne :) ) w Jelpie. Żaden materiał mi jeszcze nie zafarbował (generalnie prawie wszystko robię z bawełny lub polaru). Ślimaka przyznam, że nie prałam po uszyciu, więc nie mogę gwarantować, że na 100% nic się nie wydarzy.
    ....Chyba z ciekawości upiorę jednego :)

    OdpowiedzUsuń
  2. sprawdziłam - ślimak po praniu w pralce nie traci kształtu :)

    OdpowiedzUsuń