poniedziałek, 7 stycznia 2013

Szpital Praski - wrażenia po porodzie

Przed porodem pisałam, że wybraliśmy Praski po moim pierwszym pobycie na oddziale gin.-poł i po Szkole Rodzenia. Teraz mogę napisać parę słów więcej - i tak, bardzo się cieszę z tego wyboru. 

Poniżej punktuję najważniejsze rzeczy, które wpłynęły na moją ocenę i jednocześnie są opisem "akcji":
- miły personel i lekarze i pielęgniarki (oczywiście było parę mniej miłych, bo to kombinat i tego się nie uniknie - ale były mniejszością);
- już podczas monitoringu przed porodem (regularne wycieczki na KTG) uzyskiwałam odpowiedzi na moje pytania, nikt nie "zlewał" moich lęków;
- w czasie porodu byłam przypięta non-stop do KTG, ale z możliwością ruchu. Nie musiałam leżeć, bo leżenie potęguje odczucia bólowe - dostałam piłkę do poskakania, mogłam chodzić przy łóżku, mogłam usiąść na stołeczku obok łóżka;


- do 6 cm rozwarcia praktycznie nie czułam bólu - mogłam spokojnie czytać sobie gazetę - w okolicach 7 cm rozwarcia synek zaczął tak napierać, że donośnie zaczęłam dopominać się o znieczulenie zewnątrzoponowe (4 kg synka to bardzo dużo jak na moją budowę i lekarze uprzedzili, że w zależności od ułożenia może być cesarka - więc jak zaczął się układać to wrażenia były hmm - kosmiczne). Anestezjolodzy zjechali bardzo szybko z całym osprzętowaniem, zostałam znieczulona i okablowana - monitorowano tętno, saturację, etc. moją i dziecka, a ja mogłam odpocząć (od razu uwaga - znieczulenie w większości przypadków znacznie spowalnia akcję porodową - u mnie spowolniło o około 1,5 do 2 godzin);
- bardzo ważne - sala do cesarek jest naprzeciwko sal porodowych - na tym samym poziomie (po porodzie uświadomiłam sobie, że to jest naprawdę bardzo ważne, aby w nagłych sytuacjach nie wydłużać drogi do sali operacyjnej);
- pod koniec porodu akcja nagle przyspieszyła - jedno badanie pokazało 8 cm rozwarcia i bóle parte, a za chwilę rozwarcie było już pełne i dzidzia wstawiona nisko do kanału rodnego, więc nagle w sali (gdzie byłam tylko ja i Wojtek, i od czasu do czasu położna lub lekarz kontrolujący postęp porodu) zaroiło się od ludzi - na pewno były 2 położne, pielęgniarka położnicza, neonatolog i pielęgniarka neonatologiczna, lekarz ginekolog - wydawało mi się, że wypełniają nagle cała salę - druga faza porodu trwała 20 minut i była pod pełną obstawą szpitalną;
- podczas drugiej fazy zostało użyte vacuum położnicze - mały był duży i nie mogłam go wyprzeć - ale zanim lekarz zaczął wspierać poród, położne pomogły mi zejść z łóżka, tak abym próbowała przeć kucając przy skurczu - także jeżeli któraś z Was jest zainteresowana parciem w pozycji innej niż leżąca, to tutaj nie ma z tym większych problemów;
- pomimo trudnego porodu nie miałam rozerwanego krocza - tylko standardowe nacięcie, wykonane szybko i rzeczywiście bezboleśnie na 4 czy 5 szwów i po paru godzinach już wstałam i poszłam pod prysznic (przy okazji wyrzucając koszulę w której rodziłam - także weźcie zakładkę na ich ilość, może być tak, że nie będziecie chciały jej zostawiać "na pamiątkę");
- po porodzie mały został ułożony na moim brzuchu i leżał na nim przez dwie godziny - cały czas na sali porodowej - patrzyliśmy na niego podczas szycia, później podczas kontroli, neonatolog pomógł "nakarmić" go po raz pierwszy piersią (dziecko po porodzie nie jest głodne, ale ma już odruch ssania) - i to polecam, fantastyczne uczucie, gdy jeszcze z oszołomieniem patrzy się na swoje małe dzieło. Od razu zastrzegam, że jeżeli ktoś sobie nie życzy takiego kangurowania, to może nie skorzystać z tej opcji - ale jest to dla dziecka sposób na wyciszenie się, ogrzanie i poczucie skóry mamy - a dla rodziców jest to nagroda za trudy porodowe;
- tatuś może być cały czas na sali (może być zamiast tatusia koleżanka, mama, doula, etc), ale jeżeli tatuś należy do wrażliwców, może pojawić się dopiero na kangurowaniu
- w szpitalu spędziłam 5 dób - w Praskim - jeżeli dobrze się zorientowałam dopiero w trzeciej dobie mierzą poziom bilirubiny (znakują żółtaczkę) - ale dla mnie to było na rękę: mogłam trochę odpocząć, oswoić się z delikatnym ciałkiem, podpatrzeć pielęgniarki
- świetna jest pani ordynator neonatologii - bardzo kompetentna i z pasją. Nas skierowała na Niekłańską (mały miał na główce dużego krwiaka p-bnie z powodu porodu zabiegowego, na Niekłańskiej przyjęli nas od ręki i odciągneli krwiaka - 35 cm3 płynu). U mojej sąsiadki z pokoju zastanowiła się nad sercem jej synka i załatwiła im konsultację kardiologiczną jeszcze przed wypisem ze szpitala (normalnie czeka się parę tygodni chyba, że zapłaci się za wizytę w prywatnej klinice);
- od razu mieliśmy zrobione USG główki i brzuszka - dwa razy raz przez panią ordynator i raz przez specjalistę radiologa;

- łatwy dojazd, apteka blisko, sklep spożywczy na terenie szpitala;
- sala do odwiedzin rodzinnych - żeby nie kisić się w pokoju;
- budynek ma grube mury - ciepło w zimę, w lato chłodno, cicho\
- sale dwuosobowe
- jest to jeden z nielicznych szpitali,który współpracuje z przychodniami rejonowymi - wypisując mamę i dziecko do domu, od razu daje takie info do przychodni rejonowej - w ten sposób nawiedziły nas trzy położne środowiskowe (standardem jest, że rodzice sami muszą zapisać się - nas odwiedziła położna z wybranej przychodni i  dwie położne z "wezwania" szpitalnego) 

Mankamenty:
- szpital jest stary, oddział położniczy był remontowany, ale mimo wszystko jest to inny poziom niż na nowych oddziałach;
- niski poziom referencyjności - czyli nie przyjmą wcześniejszych porodów niż w 37 tygodniu;
- trzeba pilnować swego dobytku, bo kradną. Wojtkowi skradli używane buty. Tylko to akurat to jest problem pospolity w polskich szpitalach. Faktem jest, że pielęgniarki ostrzegały, aby nie zostawiać niczego bez opieki. 
- tych parę niezbyt miłych egzemplarzy wśród obsługi - jeżeli trafi się na dyżur gdzie będzie taka "gwiazda" to można zepsuć sobie humor




3 komentarze:

  1. W końcu jakiś normalny opis porodu, a nie w stylu ,, już umierałam z bólu a obok była kostnica, wszędzie lała się krew, ledwo przeżyłam". Kobiety w ciąży naczytają się takich bzdur i później myślą o porodzie z przerażeniem. Każda powinna przeczytać Twoją historię :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A dziękuję...To jeszcze dodam, że przy kolejnym porodzie spróbuję bez znieczulenia... Teraz poprosiłam, bo mnie zaskoczyło to "doznanie", ale w gruncie rzeczy chyba dentysta "na żywca"przy kanałowym jest o wiele gorszy...

      Usuń
  2. Dodalas mi otuchy, bo szukam właśnie powoli szpitala a mieszkam po drugiej stronie parku i tak sie właśnie zastanawiam.... Piszesz ze byłaś 5 dni. Ja mam termin okoloswiateczny i bardzo mnie to stresuje... Pozdrawiam i niech małe dobrze Ci sie " chowa ".

    OdpowiedzUsuń