wtorek, 1 stycznia 2013

Jak warto przygotować się przed porodem?

Jako młodziutka mama ;) mogę już z perspektywy doświadczenia powiedzieć, co warto zrobić/ co bym jeszcze zrobiła przed porodem - bo po porodzie niektóre aspekty macierzyństwa są co najmniej zaskakujące...
Gdy byłam w ciąży i próbowałam wyobrazić sobie jak będzie wyglądał mój świat po porodzie, widziałam wszystko chyba trochę zbyt lukrowato - nie czytałam książek typu "Pierwszy rok życia" czy "Będę mamą".
Oczywiście szkoła rodzenia przygotowała mnie do niektórych kwestii (i polecam - uczestnictwo w takich zajęciach naprawdę dużo daje, zwłaszcza przyszłym tatusiom), miałam trochę czasopism dla ciężarnych - ale generalnie uważałam, że mój wspaniały instynkt się uruchomi po porodzie i zostanę do razu super mamą.
Niestety - instynkt się owszem - uruchamia, ale są pewne rzeczy, które potrafią zaskakiwać - a zwłaszcza laktacja... Teraz uważam, że gdybym zapoznała się z jedną czy dwoma publikacjami o noworodkach/niemowlakach - uniknęłabym żenujących wypraw do pielęgniarek noworodkowych z pytaniami, po których niektóre wzdychały protekcjonalnie.

Pierwszym zaskoczeniem była zawartość pieluszki małego - oczywiście chodzi o siusiu. To była moja pierwsza wyprawa do dyżurki i to biegiem, z krzykiem, że moje dziecko krwawi - bo w pieluszce mocz był podbarwiony i wyglądał jakby był zmieszany z krwią. Pielęgniarka westchnęła i wyjaśniła, że jest to zjawisko opisywane w każdej książce traktującej o opiece nad maluchem - są to moczany po porodzie. Czyli - po ludzku - moje hormony się wytrącają i parę pierwszych pieluszek może zawierać mocz z ceglastą/ czerwonawą wydzieliną i jest to zupełnie normalne (w końcu przez 9 miesięcy mały był pod ich wpływem, a poród był jednym wielkim koktajlem Mołotowa z hormonów). 

Drugim wielkim zaskoczeniem była laktacja. Niby karmieni piersią jest takie naturalne - więc oczyma wyobraźni widziałam siebie jak daję pierś dziecku i rozkoszuję się widokiem jedzącego bobaska. Niestety. Nie należałam do tych szczęściar, które szybko załapały zasady karmienia - a i moje dziecko nie było szczególnie zainteresowana współpracą. Techniki karmienia, które widziałam na zdjęciach i plakatach są proste, dopóki się nie ma w rękach takiego tyciego szkraba, który jeszcze się wije. Technika z pod pachy, która mi pokazała położna była prosta,kiedy położna siedziała obok, później okazała się dziką akrobacją... Po paru dniach naciągania się nad dzieckiem, prób wtykania mu piersi, sposobów na zachęcenie do samodzielnego złapania brodawki bez zmuszania i przyciągania tej małej główki (bo to wydawało mi się barbarzyństwem) kręgosłup zaczął odmawiać mi posłuszeństwa, a dziecko wydawało się dosyć głodne. Dodatkowo okazało się, że moje sutki wcale nie są atrakcyjne dla młodego - są za małe, on raczej wolałby coś  wielkości wentyla rowerowego. Kolejną rzeczą był nawał mleczny - czyli mleko, które spowodował, że miałam wrażenie, że mam dwa kamienie zamiast piersi, co jeszcze dodatkowo utrudniało karmienie. Na początku wydawało mi się, że wszystko jest pod górę i parę razy "ulało" mi się z żalu nad sobą i z rozczarowania. Oczywiście wszystko minęło - położna środowiskowa pokazała mi jeszcze inne chwyty, pokazała jak przygotować piersi, ja też przyzwyczaiłam się do malucha i swobodniej zaczęłam go chwytać i wszystko zaczęło ładnie hulać - ale początki były trudne i gdyby nie parę rzeczy, to zapewne już karmiłabym mieszanką...
  1. Podstawa dobry stanik - w ciąży piersi rosną, ale w trakcie laktacji większość zanotuje wzrost o jeszcze jeden numer (np. z 75E na 75F) - na początku są tak tkliwe, że stanik osłania je przed tarciem koszuli.
  2. Wkładki laktacyjne - mleko leci samo, a podczas karmienia z drugiej, chwilowo nieużywanej piersi wręcz chlapie strumieniem - więc jeżeli nie chcemy mieć wiecznych plam, wkładki się przydadzą.
  3. Laktator strzykawkowy - tani, taka duża strzykawa z miejscem na sutkę, bardzo przydaje się przy hartowaniu brodawek i przy małych brodawkach, których dziecko nie może uchwycić (czyli takich jak moje) - ja dostałam taką strzykawę na oddziale, ale w każdej aptece można je dostać za parę złotych.
  4. Laktator ręczny - strzykawkowym można wyciągać brodawki, ale ściąganie nim mleka zajmuje wieki. Laktator ręczny (jest bardzo dużo modeli na rynku w rozmaitych cenach) pozwala na w miarę szybki ściągnięcie pokarmu w dowolnych warunkach - ja dokarmiałam małego z butelki swoim pokarmem przez pierwszy tydzień. Dodatkowo taki laktator "zmiękcza" otoczkę piersi i dziecku łatwiej ją chwycić - ponieważ noworodek ma zbyt mały pyszczek i zbyt mało siły, aby złapać i ssać twardą sutkę.
  5. Silikonowe kapturki do karmienia - nie jest to rozwiązanie idealne, ale gdy brodawki są małe lub mocno poranione takie rozwiązanie jest w miarę skuteczne. Do nabycia w każdym sklepie w artykułami dla niemowląt i w większości aptek - ceny już od 10 PLN (oczywiście w zależności od firmy).
  6. Silikonowe muszle laktacyjne - mają parę funkcji - pozwalają na "wietrzenie" brodawek (to jest ważne, zwłaszcza jeżeli są podrażnione); ścieka tam mleko, więc można je zastosować zamiast wkładek; zmiękczają otoczkę sutków i dodatkowo pozwalają kształtować brodawkę, ceny np. NUK - od 20 PLN.
  7. Maść na sutki - są rozmaite - Maltan, Pure-Lan, Ziajka, etc. Nawet jeżeli nie mamy poranionych sutków, to parę pierwszych dni karmienia może nie należeć do najprzyjemniejszych. Ja stosuję maść cały czas - psychicznie czuję się lepiej, wiedząc, że mam takie "zabezpieczenie" skóry na sobie ;)
Uff, to chyba koniec wyposażenia stricte laktacyjnego. U mnie przydała się każda z powyższych rzeczy - ale każda z nas będzie miała inny start i inne odczucia związane z karmieniem. Ja zakupiłam te wszystkie rzeczy jeszcze przed porodem, i bardzo się z tego cieszyłam. Uważam, że warto się przygotować wcześniej - choć podkreślam raz jeszcze - nie każda kobieta będzie potrzebowała aż takiego zaplecza :)

1 komentarz:

  1. 5 rzeczy które musisz zrobić zanim zostaniesz rodzicem! Dodałabyś jeszcze jakiś punkt? http://minimki.pl/lifestyle/5-rzeczy-ktore-musisz-zrobic-zanim-zostaniesz-rodzicem/

    OdpowiedzUsuń