niedziela, 6 stycznia 2013

Cluster feeding - czyli jak długo może jeść noworodek?


W jednym z poprzednich postów pisałam, że warto zapoznać się z publikacjami dotyczącymi bycia mamą. Oczywiście podtrzymuję tamte słowa, jednak wtrącę małe co nieco, o rzeczy która w większości książek się nie pojawia...

Rzecz o karmieniu piersią noworodków/niemowląt. Praktycznie wszystkie poradniki powtarzają to samo - że dziecko powinno jeść mniej więcej co trzy godziny, później ucinać sobie słodka drzemkę i powinno produkować około 5-6 kup dziennie.
Mój bobas - jak już załapaliśmy o co chodzi w karmieniu piersią - miał w poważaniu takie notatki, a ja w lekkiej panice poszukiwałam informacji (oczywiście z podtekstem - co znowu robię nie tak jak trzeba). Otóż jak przypiął się do piersi, to żarł non stop kolor przez około 3 godziny a później robił sobie przerwę na odżywczy sen - nawet i 5 godzin. W książkach pisze - budzić i karmić. A on nie dawał się wybudzić, a próby karmienia przez sen (też zalecane w poradnikach) powodowały, że się dławił i krztusił.

W końcu trafiłam na strony angielskie i odkryłam zjawisko "cluster feeding" - czyli "okresowa żarłoczność noworodków". W Anglii w poradniach laktacyjnych taki styl jedzenie nie wzbudza zdziwienia - podobno bardzo często się zdarza, zwłaszcza w początkach laktacyjnej przygody, że dziecko reguluje sobie jedzenie i mocno pobudza piersi do produkcji mleka - temu mają służyć te długie sesje jedzeniowe, powtarzające się zwłaszcza w okolicach porannych i wieczornych. Ponieważ jest to ciężka praca - dziecko dłużej odpoczywa po takiej sesji, a sen może być mocniejszy i głębszy. Uff - mi ulżyło, ale ile mamuś nerwowo szuka wytłumaczenia dla żarłoczności swojego dziecka?

Z "cluster feeding" związany jest także problem kup - ponieważ dziecko nie je regularnie 5 czy 6 razy na dobę, więc i kupy robi w innym odstępie czasowym - jedna duża kupa lub dwie  przy takim stylu jedzenia są jak najbardziej w porządku. Martwimy się tylko wtedy, gdy przez dwa dni z rzędu kupy nie ma - a i wtedy najpierw próbujemy zadziałać czopikiem glicerynowym (dla małej pupki dzielimy czopek na dwa lub nawet trzy części- takie wiórki; oczywiście robimy tak gdy nie ma innych objawów - gdy nie ma gorączki, a dziecku wyraźnie przeszkadza duża kupa stojąca "na progu"), a gdy ten nie skutkuje szukamy porady u lekarza. Tę zasadę, dotyczącą kup stosujemy niezależnie od tego czy nasze maleństwo jest żarłokiem po angielsku, czy jada regularnie - jest ona uniwersalna ;)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz