poniedziałek, 10 grudnia 2012

KTG – co to jest? Dlaczego? Po co?


KTG – to jak się domyślacie skrót. Pełna nazwa to zapis kardiotokograficzny. Dla dziewczyn, które jeszcze nie podlegały tej procedurze – badanie odbywa się na leżąco, trzeba pokazać brzuszek i na niego nakładane są dwa czujniki. Przypina się je pasami, aby się nie przemieszczały. Dlatego ubranie najlepiej wybrać luźniejsze i takie, w którym bez problemu będziemy mogły obnażyć sam brzuszek. Przy badaniu KTG najczęściej też mierzy się ciśnienie na przedramieniu – także najlepsze jest wdzianko, w którym bez problemu będziemy mogły również ten rękaw podciągnąć do góry. Trzeba nastawić się na dłuuugie leżenie – ja najkrócej leżałam ponad 20 minut – przy klasycznym, „pięknym” wykresie – jak to określiła lekarka. Pozycję do leżenia można sobie wybrać – choć najczęściej jest to boczek prawy, rzadziej lewy, a na plecach najrzadziej – tę pozycję dopuszczają chyba tylko na specjalną prośbę. Zresztą jak musiałam przez moment - na czas zakładania pasów - poleżeć na plecach, to było to dla mnie nieprzyjemne. Podejrzewam, że większość mamuś też tak może mieć.
Dwa czujniki, które są na brzuszku mają za zadanie:

  • śledzić malucha i rejestrować jego serduszko – to jeden czujnik, który na bieżąco i ciągle monitoruje jego akcję serca, wszystko jest odnotowane jak na kardiografie, w formie wstęgi wykresu z zapisem czynności serduszka
  • śledzić czynność skurczową macicy – to drugi czujnik, tokograf, który zaznacza na wykresie każdy skurcz jaki się pojawi podczas obserwacji. Wygląda to na wykresie jak zaznaczanie wstrząsów ziemi (z filmów amerykańskich ;) – tak mi się kojarzy).
W chwili obecnej są różne maszyny do KTG – takie pod którymi trzeba leżeć i takie które pozwalają na chodzenie podczas badania, także wykresy mogą się między sobą różnić szczegółami – w jednym będzie papier kratkowany, w innym w paseczki, w jeszcze innym wykresy mogą być w różnym odstępie od siebie – ale każdy mierzy to samo :)

Trzeci czujnik dostajemy do ręki – wygląda jak długopis i jak czujemy ruchy dziecka, mamy naciskać na przycisk. Każdy taki ruch to kreseczka pionowa, która się nadrysowuje na wykresie. Lekarz na podstawie ilości kreseczek określa dobrostan dziecka – ale też jest w stanie określić prawidłowość zapisu tętna wiążąc go z ruchami (np. przy gwałtownym ruchu dziecka jego tętno może chwilowo wzrosnąć nawet do 180, a norma to zapis między 110 a 150 uderzeń serduszka). Naciskamy na prztyczek za każdym razem, gdy czujemy ruchy bobaska – jeżeli jest to ciąg ruchów, zaznaczamy te najmocniejsze kuksańce.

Jeżeli chodzi o wskazania do badania KTG – ja zostałam skierowana na nie parę dni przed planowanym terminem porodu i od tamtego czasu co dwa dni maszeruję do szpitala (już jestem po terminie). Wiem, że niektóre szpitale/ a właściwie lekarze praktykują taka obserwację od 28 tygodnia ciąży. Także na pewno wskazaniem jest monitoring przedporodowy (na sali porodowej każda z nas będzie podłączana do tej maszynerii), ciąża przeterminowana, ale także wszelkiego rodzaju nieprawidłowości rejestrowane w przebiegu ciąży – nadciśnienie ciężarnej, choroby nerek lub serca mamy, konflikt serologiczny, urazy brzucha, itp.

Do tej całej machinerii najczęściej „przypina” położna i ona monitoruje przebieg badania. Lekarz zawsze interpretuje wyniki badania. U mnie opis badania zawsze ląduje na karcie obserwacyjnej i dostaje wypis do łapki po każdej wizycie, natomiast sam wydruk zostaje dołączony do moich akt – nie otrzymuję go do ręki. Być może każda placówka ma inne podejście do tej dokumentacji, albo wynika to z faktu, że KTG mam w szpitalu, w którym będę rodziła.

I na koniec opis - na karcie może pojawić się następujący zapis: KTG reaktywne – i to oznacza, że wynik jest bardzo dobry, wszystkie te kreseczki, górki i dołki mówią lekarzowi, że z dzidzią jest wszystko ok. I takich wyników wszystkim życzę :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz